Scholars’ Stories

Adcote School for Girls – Katarzyna Zielińska 2011

I still remember the thrilling feeling when on the last day of Summer Term I was announced a Head Girl for the academic year 2011/12. I am now proud to wear a badge that is a piece of history in itself, as it was given to the school in 1938. What is involved in being the Head Girl is mainly dealing with any problems that so often occur between the girls and organising a variety of school events- from concerts, through fund-risings, to inter-house debates. I am responsible for overall well-beingof the students and they can meet me whenever they want and need to have a chat.it seemed to be rather easy work to be the Head, soon it turned out that it wasn’t the case and that it really takes a lot of time and effort to put anything together. Sometimes I have moments of doubt if I can manage holding a position of such a responsibility, because a combination of being the Head Girl and doing A-levels doesn’t count among the easiest things in the world. But I love having an influence on the things around me and at the end of the day, it is a very beneficial experience toactually be a leader and a person that everyone can trust in.

 

Windermere School – Stanisław Biber 2012

Dużo osób straszyło mnie, że początek może być trudny. Nie ukrywam, że sam na taki początek się nastawiałem – zawsze byłem w końcu przekonany, że nie znam angielskiego zbyt dobrze.

[Po rozmaitych przygodach z dojazdem] na lotnisku w Liverpoolu spotkałem już na szczęście przedstawiciela Windermere School, który dowiózł mnie do szkoły. Niestety przez godzinne opóźnienie samolotu ominęły mnie przywitania dyrektora szkoły i wielu innych istotnych nauczycieli. Dalej resztę dnia spędziliśmy na grach integracyjnych, po których nastąpiła kolacja. Proszę wyobrazić sobie moje zaskoczenie gdy okazało się, ze kolację obsługują kelnerzy, jako przystawkę podano nam krewetki, a po głównym daniu wszyscy byli częstowani ogromnymi porcjami deserów – owoce, ciasta, ciasteczka… Ponadto podczas kolacji towarzyszyli nam nauczyciele, którzy przysiadali się do każdego stolika i po kolei poznawali uczniów. Tak upłynął mi dzień pierwszy, podobnie zresztą dzień drugi – kolejny dzień integracji i poznawania szkoły. Kolejny dzień był już dniem rozpoczęcia zajęć, tak więc w garniturze (bo taki strój przewiduje szkolny dress code) udałem się na lekcje. Tu otrzymałem również swój plan lekcji, który składał się z samych lekcji wolnych… Po odwiedzeniu odpowiednich gabinetów udało mi się otrzymać odpowiedni na ten dzień plan lekcji. I tak dzień za dniem zaczął mi mijać, zgłosiłem się do programu nagród Duke of Edinburgh Golden Award, w ramach którego odbyłem już pierwszą, 3 dniową ekspedycję. Wracając jednak do trudnych początków – ja tutaj takiego nie zaliczyłem. Barierę językową starałem się za każdym razem pokonać i jakoś przeżyć. Bez załamania pokonuję każdy kolejny dzień i nie obawiam się codziennie wstać z łóżka.
Ogromnie sympatyczna rzecz to to, że zostałem okrzyknięty matematycznym geniuszem, za którego się nie uważam… Niemniej jednak postanowiłem podjąć się ciężkiego zadania – jak spadać to z wysokiego konia – i podjąć 7 przedmiot: Futher Mathematics. Obecnie nauczyciele sprawdzają, czy daję sobie radę przy 6 przedmiotach i na początku nowego semestru podejmą decyzję czy mogę rozpocząć kolejny przedmiot. na chwilę obecną przygotowuję się także do konkursów matematycznych, więc trochę roboty z liczbami mam… Ponadto zaangażowałem się w przygotowanie szkolnego musicalu, a także w działalność szkolnego chóru – wczoraj nawet wysłano mnie na wesele aby śpiewać.

 

Windermere School – Stanisław Biber 2013

“Szkoła już nie zaskakuje, już udało mi się do większości przywyknąć. Mimo tego, jest to wciąż wspaniała przygoda. Sixth Form w tym roku jest ogromny, dlatego też stworzono aneksy do internatów. Ja właśnie mieszkam w męskim aneksie, na górze mieszkania nauczyciela, i mam ogromny pokój, ładne mieszkanie i przepiękny widok na jezioro. W związku z tym najlepsza rzecz od rana to odsłanianie okna!:)

Po raz pierwszy w tym roku została w szkole utworzona drużyna matematyczna, a ja jestem jej kapitanem! Organizowałem najpierw konkurs wstępny, potem treningi… Brzmi to śmiesznie, wręcz nerdowsko, ale mam nadzieję, że na naszych zawodach (a te już w przyszły piątek) damy dobry pokaz.

Wydaje mi się, że już mówiłem, że zostałem w marcu członkiem samorządu, a tym samym Senior Prefect. Niemniej jednak, nasz Head Boy zrezygnował ostatnio, dlatego też od dziś Head Boyem Windermere School jestem ja! Taka miła zmiana.

Wciąż śpiewam w chórze, wprowadzam różne nowości w szkole. Czasem lepiej to idzie, czasem trochę gorzej. […Słyszeliście o akcji…] wysyłania kartek do chorej Oliwii z Zielonej Góry? Około 50 kartek zostało wysłanych z naszej szkoły.”

 

Windermere School – Jakub Kryś 2013

„Najwyższy już czas opowiedzieć, jak mijają pierwsze tygodnie stypendium. (…)
Właściwie już od samego początku byłem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, jak inni uczniowie przyjęli mnie w szkole, zwłaszcza że byłem jedną z nielicznych nowych osób. Wszyscy są tu pozytywnie nastawieni i otwarci na świat; jest to przecież szkoła międzynarodowa. I właśnie ta różnorodność kulturowa jest rzeczą, którą doceniam teraz bardziej, niż się tego spodziewałem. Poznawanie ludzi z dosłownie całego świata jest niezwykle pobudzającym doświadczeniem. Dodatkowo, świetnie jest zobaczyć i przekonać się, że młodzież jest wszędzie podobna, śmieje się z tych samych rzeczy i zachowuje się w ten sam sposób.

Windermere to w rzeczy samej szkoła przygody. Jednym z haseł powtarzanych tutaj bardzo często jest „opt in, not out”. Na początku podchodziłem do tego z pewną dozą ostrożności, ale już teraz widzę, iż nie ma się czego bać! Jako uczniowie i młodzież zachęcani jesteśmy do podejmowania nowych wyzwań i próbowania swoich sił, co bardzo dobrze wpływa też na nasze wyniki szkolne. W jeden z pierwszych weekendów wziąłem udział w ekspedycji Gold Duke of Edinburgh Award, gdzie do przejścia mieliśmy kilkadziesiąt kilometrów z pełnym ekwipunkiem. I wprawdzie każdy z nas nabawił się kilku pęcherzy czy zakwasów, ale doświadczenie i widoki w Lake District są niezapomnianie. Spędziłem tam rewelacyjnie czas ucząc się nowych umiejętności, rozmawiając z kolegami, wędrując z moją grupą po pięknych górach i już nie mogę się doczekać następnej wyprawy.

Jeżeli chodzi o aspekt naukowy, to chciałbym zaznaczyć, że jestem bardzo zadowolony z mojego wyboru przedmiotów. Łatwo zauważalne są różnice w sposobach nauczania, z których niektóre mogłem przewidzieć. Tutaj każdy uczeń jest naprawdę zaangażowany w lekcję i nie ma pasywnej postawy czy przepisywania notatek z tablicy. Już po tych kliku tygodniach sam przeprowadziłem mnóstwo eksperymentów chemicznych czy fizycznych. Każdy z nich trzeba zaplanować, a następnie sporządzić raport, co jest czasochłonne, ale niezwykle przydatne, szczególnie biorąc pod uwagę, iż chciałbym studiować kierunek ścisły. Duży nacisk kładzie się też na prawdziwe zrozumienie tematu, a nie tylko zakodowanie pewnych informacji w głowie. To skupienie na dogłębnym rozumieniu wiedzy da się szczególnie docenić w przypadku fizyki, gdzie nasz nauczyciel świetnie tłumaczy i absolutnie nie pozwala na „bierną” naukę.

Podsumowując, pierwsze tygodnie w szkole minęły mi bardzo szybko i przyjemnie. Już niedługo zaczyna się druga połowa termu, a w grudniu czeka na mnie długa przerwa na święta Bożego Narodzenia. Jest oczywiście miłym uczuciem wrócić do domu, ale z drugiej strony nie mogę się doczekać kolejnego tygodnia w szkole, gdyż zaczynamy budowę obiecanego obserwatorium. Na kółku astronomicznym wypytałem odpowiedzialnego za to nauczyciela o szczegóły i całe przedsięwzięcie zapowiada się bardzo interesująco! Przez głowę przeszły mi (choć dość nieśmiało) nawet myśli, że być może mógłbym związać temat mojego Extended Essay z astronomią! Świetnie byłoby wykorzystać możliwości, jakie stwarza szkoła, tym bardziej, że jest to moja pasja, a jeden z naszych nauczycieli fizyki specjalizował się właśnie w astrofizyce”.

 

Cranleigh School – Katarzyna Sowa 2012

„Chociaż jestem tu zaledwie ponad 2 tygodnie, jestem już zakochana w Cranleigh. Uwielbiam swoich nauczycieli, wychowawców i znajomych. Atmosfera w naszym “domie” jest cudowna, wszyscy są bardzo otwarci i mili, a przede wszytskim ciekawi! Poznałam ludzi z Francji, Niemiec, Singapuru, Hong Hongu a nawet z Karaibów !

Lekcje nie sprawiają mi większej trudności, właściwie tlumaczę sobie tylko pare słówek dziennie np. kiedy czytam historie, ale bez problemu rozumiem nauczycieli.

Generalnie Cranleigh to jedna wielka organizacja, wszytsko jest zaplanowane co do minuty, ale muszę przyznac, że naprawde mi to pasuje, bo dosłownie od 7 rano do 22 coś się dzieje.

Zaczęłam Duke of Edinburgha Gold Award, w ramach czego muszę zaliczyć 12-18 miesiecy wolontariatu, sportu i umiejętności (w moim wypadku chór), 2 wyprawy i jedną Residential. Chociaż zapewne Pani to zna.

Staram się jednak o miejsce w drużynie kajakarskiej (tylko 6 miejsc dla dziewczyn), żeby pod koniec marca wziąć udział w Devizes-Westminster International canoeing race. Co prawda treningi będą bardzo intensywne, ale po prezentacji z zeszlego roku jestem pewna, że jest to niesamowite doświadczenie. Rejs kończy się w Londynie. (…) Póki co w każdy piątek mamy sesje na rzece dla chetnych, więc możemy poćwiczyć i zobaczyć czy naprawde to jest to coś co lubimy.

Zastanawiam się tylko, które z tych wszystkich rzeczy najbardziej mi się przydadzą później na studia, ale póki co myslę, że najlepiej robić to, co naprawde sprawia nam przyjemność. We wtorek mam też pierwszą lekcję Critical Thinking, podobno jest przydatne na prawo, więc stwierdziłam, że spróbuję.

To, że Cranleigh ufundowało szkołę w Zambii jest niesamowite. Generalnie szkoła, ludzie, wszystko jest dla mnie naprawdę inspirujące i naprawdę się cieszę, że mam możliwość się tu uczyć.”

 

Cranleigh School – Jakub Bartoszewski 2013

Cranleigh jest naprawdę fajną szkołą. Przejawia się to w różnych formach ale elementem najbardziej odczuwalnym i kontrastującym z polską szkołą jest zdecydowanie stołówka 😉 dania są naprawdę wyśmienite i bardzo zróżnicowane – dominuje kuchnia orientalna a raz w tygodniu mamy tzw. noc burgerów. Sałatki i deserki (ciasta, jogurty, babeczki) są w formie bufetu szwedzkiego – ciężko być niezadowolonym z jedzenia w tej szkole i pod tym względem, wyjazd był strzałem w dziesiątkę 😉

Oczywiście nie tylko pod tym!

W ichniejszym liceum (6th Form) każdy uczy się do 4 przedmiotów (czasem szkoła godzi się na 5) które sam sobie wybierze. W moim przypadku jest to chemia, biologia, matematyka i geologia. Nie mamy przedmiotów obowiązkowych typu angielski czy matematyka przez co jest tu oczywiście wiele agentów którzy biorą sobie zestaw typu sztuka + design + physical education (teoria WFu) i praktycznie nie mają nic do roboty. Ten system ma swoje wady ale jeśli o mnie chodzi to jestem bardzo zadowolony, bo robię tylko to co mnie naprawdę interesuje i naprawdę czuję, że się rozwijam. Poza tym, poziom nauczycieli jest naprawdę bardzo wysoki a przede wszystkim są strasznie pomocni i wręcz proszą nas abyśmy zostali po lekcjach jeśli czegoś nie rozumiemy – skutkiem tego jest, że nikt nie ma tutaj korepetycji ponieważ zapewnia to szkoła. Ciekawostką jest, że prawie każdy nauczyciel jest także trenerem jakiegoś sportu i wychowawcą w jednym z 6 domów.

Bardzo podobają mi się lekcje chemii i biologii – robimy dużo doświadczeń, które w polskiej szkole przeprowadzałem przede wszystkim w zeszycie. Laboratoria są bardzo, bardzo dobrze wyposażone, każdy ma swoje własne stanowisko i własne odczynniki. Łącznie w laboratorium spędzamy 5 lekcji tygodniowo.

Jeśli ktoś by pytał – geologia jest naprawdę fajnym przedmiotem a skały potrafią być czadowe, zwłaszcza jeśli nauczyciel prowadzący jest ich zapalonym maniakiem i ma cały gabinet wypełniony nimi – na każdej lekcji oglądamy i rozpoznajemy okazy z jego kolekcji, które jest naprawdę spora. Przykrą wiadomością będzie na pewno, że lekcje odbywają się także w soboty ale idzie się do tego szybko przyzwyczaić. Ogólnie rzecz biorąc, poziom i system nauczania w szkole jest kolejną rzeczą (zaraz po stołówce), dla której naprawdę podoba mi się w Cranleigh.

Miłą rzeczą jest, że plan dnia jest tak zorganizowany, że nareszcie jestem w stanie zrobić całą pracę domową przed 12 w nocy – w końcu się porządnie wysypiam! 😉

Na bardzo wysokim poziomie stoi edukacja muzyczna z czego rzecz jasna korzystam jak mogę – śpiewam w chórze kaplicznym oraz kameralnym i biorę lekcje gry na organach od szkolnego organisty p. Scrivena. Zgodził się on na przyznanie mi dodatkowej lekcji w tygodniu oraz dał mi kod do szkolnej kaplicy (swoją drogą, dość sporej i bardzo ładnej) przez co mam praktycznie nieograniczony dostęp do organów – czuję się trochę jakbym miał je w domu, bo mój pokój w internacie jest tuż przy kaplicy.

Grałem też już na szkolnym nabożeństwie co było nieco stresującym ale jednak udanym i ciekawym przeżyciem.
Fajną rzeczą jest WF, którego de facto nie ma – zamiast tego, każdy trenuje jeden sport który sobie wybierze (lista jest naprawdę długa i z bardziej egzotycznych rzeczy wymienić by można golf, szermierkę i strzelectwo). Ja w obawie przed przytyciem przez tak wyśmienitą stołówkę wybrałem squasha i jak na razie jestem w formie.

Warunki życia w internacie są bardzo dobre – 6th form (liceum) ma jednoosobowe pokoje, kuchnię z regularną dostawą jedzenia i pokój wspólny z komputerami, telewizorami, bilardem i piłkarzykami. Poza tym, mamy domy jak w Hogwarcie, których jest 6 (2 żeńskie i 4 męskie). Każdy dom ma własny herb, barwy i tradycje – ja jestem w East House, który jest najstarszym z domów. Za różne osiągnięcia można dostać rzeczy związane z domem, w którym jesteśmy – ja za grę w kaplicy dostałem skarpetki do rugby w barwach domu! 😉

Rówieśnicy są bardzo sympatyczni i strasznie w porządku – obcokrajowców jest raczej mało, dominują rdzenni Angole co mi bardzo odpowiada bo mam okazję nauczyć się angielskiego w najbardziej poprawnej formie. O Polsce koledzy wiedzą raczej mało przede wszystkim jednak kojarzą ją Lewandowskim, którego wszyscy tu uwielbiają!

Sama szkoła jest położona na wsi, aczkolwiek jest to “największa wieś Anglii” dlatego jest tu bardzo przyjemny mix cywilizacji (są supermarkety) i zieleni, której jest tu naprawdę dużo.

Tęsknię nieco za domem ale mimo wszystko, wyjazd do Cranleigh był jedną z lepszych rzeczy, które mogły mi się przydarzyć. Każdego kto tylko ma szanse zachęcam do brania udziału w następnej kwalifikacji stypendialnej BAS, bo naprawdę warto!

 

Ellesmere College – Paweł Prządka 2012

I have been student of Ellesmere College for past three months. Now I am having a four-week Christmas break, which is only the convenience of independent British schools.

Ellesmere College is located in a very small town Ellesmere, which has only 3000 residents. It is quite developed as for a town so small; in the city center there is Tesco, Spar, a post office, dry cleaning and much more. Ellesmere is situated one-hour drive from Birmingham, Manchester and Liverpool, so flights and transport to college are quite easy to plan.

The school is surrounded by grasslands with lots of cows grazing, that you can see from your room’s window. College was established in 1884 and the main part of the school is really old. This makes school a beautiful place that looks like a small castle made of red brick.

There are around 500 students attending to the school ranging from age 7 to 18. I am in Sixth Form, which is the last two years of college. There are about 120 Sixth Form students in our school. They live in three different houses: St. Bede’s, St. Luke’s and St. Oswald’s. First two are boys’ houses and third one a house for girls. Accommodation is not excellent, but I got used to it quite fast. I live in the oldest and smallest house and it has one drawback: public toilets. On the other hand it has much bigger rooms and is located inside the main building on the top floor, so I get nice views and better network signal (which is sometimes a big problem in our school). The other boys’ house was build more recently, every room has its own bathroom, but they have much smaller rooms. Girls house is located quite far from the main building, so they have to walk to their classes for 2-3 minutes after every lesson. Their house is divided into two parts, the new one and the old one. Girls have very big day room and nice new kitchen built 2 years ago. They cook a lot whereas in St. Bede’s boys do not cook at all.

There are people of over 20 nationalities in our school. Currently there are five Poles. All international students are full boarders, which means that they stay in school for the whole term (they leave school during exeat weekends, half term and break between terms). All the British students are weekly boarders, they live in school from Monday to Friday and they go back home every weekend. The last group are the day students, which come to school every morning and leave every evening. In Sixth Form each group is about 1/3 of all students.

School offers both A-level and IB. I was a pre-IB student back in Poland, so I chose IB for my course. Besides, I personally think that it is more challenging and gives better and wider knowledge. In Ellesmere College IB has one more advantage: there are only 13 students in our group. Everyone has six subjects of their choice (with some restrictions) + Theory of Knowledge. It results in very small classes (3 people doing Maths HL, 3 people doing Physics). Level of teaching is very high, my Physics and TOK teachers graduated from Oxford and my Maths teacher from Cambridge. All other teachers are also very good. Everyone teaches in a friendly way, we do not have unexpected tests etc. It is quite amazing how all the teachers make their subjects very interesting, I love going to all my classes, because they are simply very interesting!

Ellesmere College offers a great range of extracurricular activities. Pretty much every kind of sport you can think of, Duke of Edinburgh’s Award, Drama, Art, Combined Cadet Force (Army, RAF, Navy), debating and much more. School’s sport is at very high level, especially rugby, tennis, swimming, hockey and cricket. Some of the students train every day, but there are also many people who train only once a week. School has one fitness center and one gym, Sixth Formers are allowed to use them all the time.

School life can get boring sometimes, especially for international students, because we do not have access to all the interesting things we had back home. College tries to fight with that, so we have trips every week to cinema, paintball, shopping centers etc. Every exeat weekend there is a trip to a bigger city like London or Manchester. In the school library except books there is also a huge variety of movies to rent.

School has one disadvantage: connection with the outside world. Internet in our school is controlled all the time. We are allowed to use Facebook, Youtube and other ‘fun’ websites only three, fixed hours a day. Mobile phones also do not work well. Only few operators work and it is very hard to get a high network signal or 3G. It is a disadvantage, but I got used to it. I know places, where my telephone will work and where it won’t. Having limited access to Facebook seems ‘cruel’ at the beginning, but in fact it helps to save a lot of time and focus on my work.

To sum up, Ellesmere College is a great place. It is completely different than Poland. I would recommend it to every potential BAS candidate. It is the biggest Polish community of all BAS schools ( 5 people) and is a great place to spend last two years of your high school life”.

 

Ellesmere College – Michał Zarzecki 2013

„Do Ellesmere College przyjechałem w niedzielę 8 września i moim pierwszym wrażeniem było: “ależ ta szkoła jest wielka.” Przyjechaliśmy z rodziną samochodem akurat od strony boisk, więc mieliśmy okazję podziwiać niesamowity widok głównego budynku szkoły na tle jej boisk. Sam budynek wygląda jak jakiś zamek, co sprawia, że miejsce to wydaje się magiczne.

Kiedy już w końcu odnaleźliśmy mój internat największy kłopot sprawiło mi zapamiętanie drogi do mojego pokoju – bowiem znajduje się w najnowszej części na samym końcu budynku. Mam to szczęście, że mój internat – St. Luke’s jest również najnowszym internatem w całej szkole. Mamy możliwość zagrać w bilard, jak również pooglądać telewizję lub nawet przygotować sobie jakiś posiłek w naszej kuchni, kiedy tylko mamy wolny czas – co niestety nie jest tutaj luxusem.

Szkoła jest prawdziwie międzynarodowa – mamy tutaj sporo osób z krajów azjatyckich, jak również jest dużo osób z Niemiec, Ukrainy, Litwy, Rosji, a nawet mamy 2 osoby z USA. Na samym programie IB jest nas tylko 16, gdzie mówimy w 9 różnych językach. W naszej klasie jest tylko jeden native speaker, a reszta to osoby z różnych krajów – część z nich była tutaj w zeszłym roku. Na każdym przedmiocie liczba uczniów bardzo się zmienia, np. na biologii jest nas 9, natomiast na chemii jest nas tylko 4, a hiszpański robimy w 2 osoby.

Zdecydowałem się w końcu na program IB-DP, ponieważ uważam, że stwarza mi troszkę większe możliwości. Wymagania w nim są ogromne – już w tym tygodniu zaczynamy robić pierwsze Internal Assessments z biologii – musimy sami zaprojektować, przeprowadzić i wyciągnąć wnioski z eksperymentu, ale wszystko da się zrobić. Mój plan lekcji jest jednak bardzo napięty.

W naszej szkole, w każdą środę musimy brać udział w jakiś zajęciach sportowych. Możemy wybrać spomiędzy: rugby, hokeja, suqasha, tenisa ziemnego, strzelnicy sportowej, łucznictwa, koszykówki, badmintona, pływania i wiele innych. Ja zdecydowałem się na golfa, ale jak się okazało – trafić w tę piłeczkę wcale nie jest tak prosto. W każdy czwartek natomiast musimy brać udział w jakichś Activities – możemy wybrać pomiędzy: Arts Award – teatr, muzyka, etc.; CCF – wojsko lądowe, marynarka a nawet lotnictwo; Green Team i kilka innych atrakcji. W tym wypadku robię teatr na Arts Award, gdzie przygotowujemy się do przedstawienia dla dzieci z naszej szkoły, jak również i z okolicznych miasteczek.

Oprócz tych wszystkich zajęć, zapisałem się także do chóru. Zajęcia mamy w każdy wtorek i podczas lunchu w piątki. Nasz chór jest wspaniały – całkiem sporo w nim osób, a przyznam się szczerze myślałem, że będzie ich znacznie mniej – ale to dobrze, przynajmniej jest mniejsza szansa, że ktoś usłyszy jak fałszuję. Jako członkowie chóru podczas naszych występów w kaplicy nosimy niesamowite czerwone szaty.

W Ellesmere College panuje niesamowita atmosfera – każdy jest dla każdego miły i stara się pomóc jak tylko może w każdej sytuacji. Nauczyciele też są bardzo chętni do pomocy, a jeśli się ich spytasz, czy dadzą ci jakąś dodatkową lekcję, to mogą się zgodzić. W ten sposób zacząłem się uczyć łaciny z moim nauczycielem od TOKu (Theory of Knowledge – MR) . Zgodził się dawać mi indywidualne lekcje w poniedziałki i bardzo możliwe, że za rok zdam GCSE z tego przedmiotu. Dodatkowo, poprosiłem także mojego nauczyciela od chóru o kilka lekcji gry na organach – bowiem w naszej szkole mamy 2 takie wspaniałe instrumenty. Po 2 tygodniach na szczęście się zgodził i w czwartki będzie starał się czegoś mnie nauczyć.

Poziom nauczania tutaj jest dość wysoki, ale wiadomo, że im grupa więcej wie, tym więcej i szerzej można z nią na dany temat rozmawiać. Jestem zadowolony z mojego poziomu hiszpańskiego, chemii i biologii. Na pozostałych przedmiotach też jest całkiem nieźle.

Jako sixth-formersi mamy troszkę więcej swobody niż pozotali. W weekendy możemy podróżować sobie po Anglii – w ten sposób zwiedziłem Shrewsbury i myślę o wycieczce do jakiegoś większego miasta. W tygodniu możemy wychodzić do pobliskiego miasteczka do Tesco – to chyba najpopularniejszy sklep w całym kraju. Przez połowę drogi do niego trzeba iść obok cudownego kanału, po którym non-stop pływają jakieś łódki. Mnóstwo ludzi mieszka na nich, jednak ja nie wiem czy bym tak dał radę przez cały rok. W każdą sobotę szkoła organizuje wycieczki zakupowe do pobliskich większych miast. W weekendy mało osób zostaje w szkole, więc jest tu troszkę pusto.

Dodatkowo każdy z nas jest przypisany do Competitive House, gdzie walczymy na koniec roku o puchar. Ja jestem w domu, który nazywa się Talbot i w zeszłym roku wygraliśmy. Mam nadzieję, że uda się to jeszcze raz powtórzyć. Jak dotąd już udało mi się zdobyć kilka punktów akademickich dla mojego domu. Można je zdobyć przede wszystkim za wspaniałe wyniki podczas testów, za pokazanie jakiś dodatkowych umiejętności, etc. Oprócz tego, w szkole są także prefekci, którzy mają za zadanie pilnować porządku podczas posiłków w naszej ogromnej stołówce, ułatwiać kontakt między nauczycielami i uczniami, a także pomagać szczególnie nowoprzybyłym jak tylko można. Ich szaty przypominają te z Harryego Pottera, a nawet nauczyciele mają podobne podczas ważnych uroczystości.”

 

Box Hill School – Patrycja Pałys 2012

„Pierwszy semestr w Box Hill to jedna z najciekawszych przygód w moim życiu. Poczynając od ludzi, przez lekcje i zajęcia pozalekcyjne po atmosferę jaką szkoła oferuje.

Pierwszy dzień był pełen wrażeń. Po formalnym rozpoczęciu kameralnym apelem dla wszystkich uczniów Sixth Form oraz po kilku rozmowach z nauczycielami mającymi na celu wprowadzić nas w życie szkoły, wybraliśmy się na trasę przeszkód (o której tajemnicy, nawiasem mówiąc, nikt nie chciał nam zdradzić). Podzieleni na drużyny musieliśmy pokonać tunele, błotniste drogi i małe jeziorka, a to wszystko w duchu integracji i wsparcia. Co prawda z początku nie mogliśmy wyobrazić sobie jak przez to przebrniemy, ale szczerze przyznaję że była to świetna zabawa! Poznaliśmy się lepiej (także z nauczycielami, którzy zostali przydzieleni do naszych drużyn) i mieliśmy sporo śmiechu pokonując całą trasę. Do szkoły wróciłam zadowolona z całego dnia i ciekawa dalszych wydarzeń w szkole.

Cały semestr był tak pełen wrażeń, że aż trudno jest to wszystko opisać. Poznałam wielu ludzi z różnych krajów i kultur: Francji, Niemiec, Włoch, Hiszpanii, RPA… długo by wymieniać! Należę do dwóch chórów w Box Hill i mam z nimi już parę występów za sobą. Szczególnym koncertem był Carol Service z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Wyśpiewaliśmy wspaniały godzinny zestaw kolęd zarówno angielskich jak i, tu zaskoczenie, polskie tradycyjne „W żłobie leży” . Ponadto, jako że „branża muzyczna” w Box Hill jest na naprawdę najwyższym poziomie, miałam przyjemność wziąć udział w dwóch już „Music Soiree” gdzie uczniowie mogą regularnie prezentować repertuar nad którym pracują. Świetną zabawą był też udział w Inter-thirds music competition – w duecie reprezentowałam „The Spartans” czyli jedną z czterech konkurujących ze sobą grup.

Wygraliśmy!

Zaraz przed Świętami Bożego Narodzenia brałam też udział w ‘Senior Debate’. Było to moje pierwsze doświadczenie z takiego rodzaju wystąpieniem publicznym i z początku trochę się denerwowałam, ale wszystko poszło jak po maśle. Moja drużyna wypowiadała się przeciwko pomysłowi aby rząd kontrolował media. Udało nam się przekonać widownię i wygraliśmy debatę. To doświadczenie nauczyło mnie wielu pozytywnych rzeczy – jak przygotowywać się do omawiania tematu, przemawiać i przekonywać do swoich racji inne osoby, a także jak czasem dać sobie radę w nieoczekiwanej sytuacji i improwizować.

Oprócz wrażeń jakie zapewniła mi „artystyczna” strona szkoły, jestem naprawdę pod wrażeniem zajęć w których biorę udział. Humanistyczne przedmioty które w większości stanowią mój plan lekcji, nie dadzą się porównać do tych w Polsce. Treści którymi się zajmujemy są wymagające, ale sposób w jaki do nich podchodzimy sprawia, że czuję iż mogę naprawdę się wykazać i jako ‘independent learner’ pokazać swój punkt widzenia na sprawy, które omawiamy. Bardzo podoba mi się to, jak nauczyciele są niesamowicie entuzjastycznie nastawieni do naszych pomysłów i urozmaicają każdą lekcję, abyśmy wynieśli z niej jak najwięcej.

Trudno jest ująć w słowa to, co wydarzyło się w Box Hill od września kiedy pierwszy raz zawitałam na Wyspy… W każdym razie, Box Hill to miejsce dla każdego kto chce rozwijać zarówno swoją wiedzę i umiejętności, ale także pasje, pewność siebie i ciekawe znajomości. Z całego serca zapraszam do aplikowania, bo jest to naprawdę niesamowite doświadczenie, które zostaje w pamięci na długo!

Box Hill poleciłabym każdej artystycznej duszy, która szuka szerokich możliwości zarówno na polu naukowym jak i ‘poza lekcyjnym’.”

 

Concord College – Jacek Burys 2012

„Jestem już w Concord równo 3 tygodnie, więc chyba pora na pierwszą relację. Już po tym czasie mogę powiedzieć że Concord to świetna szkoła, bardzo dobrze się w niej czuję i ubieganie się o stypendium było dobrą decyzją.

Naprawdę jest świetnie, szkoła, ludzie, lekcje, nawet jedzenie na stołówce (naprawdę). Szkoła jest piękna, zadbana, czysta i bardzo nowoczesna. Wszystko tutaj jest, hale sportowe, korty do tenisa, basen, siłownia itd. A jeśli ktoś chce odpocząć to do dyspozycji uczniów są 2 pomieszczenia, których jedyną rolą jest bycie dostępnymi dla uczniów. To jest naprawdę zadziwiające, że oprócz edukacji, która jest tutaj priorytetem, dużą wagę przywiązuje się także do dobrego samopoczucia uczniów. Nawet nie liczyłem ile razy mówiono mi, że jeśli czegoś potrzebuję wystarczy tylko poprosić o pomoc.

W temacie samopoczucia uczniów – jest masa ciekawych zajęć dodatkowych. Ja biorę udział w zajęciach z łucznictwa, szermierki, kursie przemawiania publicznie, może uda mi się dostać na kurs ratownika wodnego. No więc jak widać trudno się tutaj nudzić.

To, co mnie najbardziej zaskoczyło w pierwszy dzień szkoły, to jak bardzo otwarci, pomocni i mili są tutaj ludzie. Słyszałem, że w Concord są uczniowie około 40 narodowości, (…) ale [wbrew temu co słyszałem wcześniej] Azjaci stanowią mniej niż 90% uczniów, a moje obawy jak to z nimi będzie rozwiały się w pierwszy dzień. Uważam, że Azjaci to świetnie ludzie. Ogólnie prawie wszyscy są świetni, nieważne skąd są. Ciągle poznaję nowe kultury, próbuję nowego jedzenia (dzisiaj koleżanka z Malezji poczęstowała mnie zielonym spaghetti), ale oni także zadają wiele pytań o Polskę (o której nie wiedzą zbyt wiele…). Poznałem też kilku “day students”, których nie jest tutaj zbyt wielu, ale też uważam, że są to bardzo fajni ludzie (i mają świetny brytyjski akcent).

Jeśli chodzi o naukę tutaj – uważam, że brytyjski system jest dużo lepszy niż polski. Uczę się pięciu przedmiotów, które lubię i im poświęcam cały czas. Także podejście do przedmiotów takich jak fizyka czy chemia znacznie się różni. Duża wagę przywiązuje się do praktyki, często to ja sam mam przeprowadzić doświadczenie. Szczególnie fajna jest praktyka na chemii, na której nauczyciel rozdaje instrukcje i pomaga jeśli jest taka potrzeba. Ale zasadniczo wszystko mamy robić sami, i nikt nie przejmuje się, że uczeń ma sam używać palnika.
Jak na razie wszystko co robiliśmy na lekcjach ja już wiedziałem, więc lekcje nie są dla mnie trudne, ale jeślibym tego wcześniej nie wiedział to lekcje są prowadzone w taki sposób, że każdy zrozumie. Biorąc za przykład matematykę – nie jest to to co miałem w Polsce, tutaj nie przeprowadza się dowodów itp, jest to takie “mechaniczne” rozwiązywanie zadań. Jeśli umie się metodę zaprezentowaną na lekcji można zrobić wszystkie zadania. Skutkuje to tym, że na “saturday tests” zadania robi się mechanicznie, bez myślenia, i jest na nie bardzo mało czasu. Ale jak to powiedziała moja pani od fizyki “I do not teach you how to be good physicists. I teach you how to get good grades at A-levels”, i myślę że robią to bardzo dobrze.

Podsumowując, jest naprawdę dobrze i cieszę się, że tutaj jestem.”

 

Concord College – Sebastian Mitel 2013

„Nauka, pszczoły, owce i Azjaci, w Concord College znajdziesz wszystko!

Tytułem wstępu, zacznę od położenia. Concord College jest położony w pośród malowniczych wzgórz centralnego centralnego Shropshire, w wiosce Acton Burnell, około 12 kilometrów od miasta Shrewsbury. Nie jest to daleko, ale oznacza, że środowisko wokół szkoły jest bardzo czyste, nagrodzone nagrodą Breathing Place przez BBC. Idąc do szkoły mijam więc wiewiórki, drozdy, dzięcioły, zające, bażanty, nawet borsuki, a dwadzieścia metrów od wejścia do szkoły pasą się owce.

A na samym Kampusie jest chyba wszystko, czego można w szkole zapragnąć: dwa pełnowymiarowe boiska do piłki nożnej, dwie sale gimnastyczne, korty do squasha, teatr, kuchnia studencka, ogród, dwa główne pokoje wspólne, dyskoteka, klasycystyczny pałac, XIII-wieczna kaplica, siedziba parlamentu i czerwona budka telefoniczna.

Uczniowie mieszkają w chyba piętnastu różnych budynkach na terenie College’u, w wiosce lub na farmie nieopodal, jak ja. Mimo, że standardem jest wciąż pokój dwuosobowy bez łazienki, szkoła robi wszystko, cy uczniowie 6.1, tak jak i 6.2, mieli największe szanse na pokoje pojedyncze. Dodatkowo, stypendyści BASu trafiają tu zawsze do najlepszych miejsc. Takich jak mój dwuosobowy pokój z prysznicem, większy od tego w Polsce, w którym mieszkam sam.

Naukowo, CC zajmuje od wielu lat miejsce w pierwszej dziesiątce wszystkich rankingów brytyjskich. Wybór przedmiotów nie jest tak oszałamiający jak w innych szkołach, ograniczy się do przedmiotów ścisłych, ekonomii, języków, geografii i historii, plus kilka różnych AS. Jest to rezultat filozofii, podzielanej przez najlepsze uniwersytety, że „łatwe” przedmioty nie przygotowują odpowiednio na studia. Efektem tego jest dość wąski wybór kierunków na uczelniach. Jest to w większość medycyna, prawo, różne rodzaj inżynierii, ekonomia i finanse. Ale za to, co roku około 10% uczniów zdających A-Levels (angielską maturę, nie mylić z IB, to w CC nie ma!) dostaje się na Oxbridge i prawie drugie tyle na Imperial College London.

Trzeba też przyznać, że jest to szkoła bardzo bogata. Ale bardzo, bardzo. Oraz bezproblemowa. Co to znaczy? Na przykład, gdy uznali, ze zaczyna brakować miejsca w sali gimnastycznej na te wszystkie przeróżne sporty (opowiem trochę później), po prostu w wakacje postawili nową, tymczasową. Gdy zaczęło brakować klas, wybudowali przejściowy blok, w którym są dwie kolejne. Jako, że farma Acton Pigot, na której mieszkam, jest około mile od budynku głównego szkoły, zakupiono specjalny bus, by podwozić uczniów. Poza tym College organizuje dwa razy w tygodniu sześć autokarów do Shrewsbury, za darmo, co nie jest takie oczywiste. Dodatkowo co najmniej raz w tygodniu jest jakaś bezpłatna wycieczka, na zwiedzanie lub zakupy, czasem do miejsc dość oddalonych, jak np. York.

A co, gdy jeśli jest się zainteresowanym nauką jakiegoś języka, ale nie można zebrać klasy ( liczą one około 10-12 osób)? Nic! Po prostu ma się lekcje indywidualne lub w małej grupie. Uczę się niemieckiego z jednym tylko Rosjaninem, a hiszpańskiego sam.
Przechodzą do opisu nauczycieli, powtórzę swoich poprzedników Jakubów – są zawsze bardzo pomocni, wymagający, ale nie wyzyskujący. Nie zmuszają do brania udziału w konkursach, projektach. Zachęcają, motywują i naprawdę poznają swoich uczniów, interesują się nimi. Gdy mój nauczyciel chemii stwierdził, że piszę nieczytelnie piórem, na następnej lekcji na ławce czekały już na mnie długopisy. Gdy powiedziałem, że nie chcę pisać egzaminu w dzień konkursu z fizyki, dostałem odpowiedź: „zobaczymy, co da się zrobić”. Następnego dnia dowiedziałem się, że całej klasie przesunięto egzamin na następny tydzień. Dla jednego ucznia! Gdy zaś nauczycielka niemieckiego doszła do wniosku, że może mi być smutno, czy mogę się czuć samotny, dwa dni później zostałem poproszony przez opiekuna domu o rozmowę na ten temat. Błyskawiczna reakcja.

A, właśnie. Uczniowie oprócz klas lekcyjnych, są podzielenie na cztery domy: Mandela, Gandhi, Teresa i Pankhurst. Wyścig jest jednak inny, punkty zdobywa się za udział w szkolnych zawodach drużynowych, ze sportów, sztuki. Uczestnictwo nie jest obowiązkowe. Głównie w ramach tych domów, wydzielone są tutor group, czyli grupki około 12 osób pod opieką tutora, nauczyciela, który odpowiada za twoje samopoczucie i efekty szkolne, pisze referencje na uniwersytety, doradza. Po pomoc można się również zgłosić do opiekuna domu w którym się mieszka oraz wielu innych osób.

No dobrze, teraz przejdę do samych uczniów. Ostrzegam! Od nich ciężko jest nauczyć się akcentu. Anglików jest tu tylko dziesięć procent czyli około 45. Szkoła jest mała (jak na ten kraj), 470 uczniów z czego 150 jest w 6.1. Zdecydowanie pierwszym językiem tu mandaryński, potem kantoński i rosyjski. Większość uczniów pochodzi z Chin, Malezji, Hong Kongu, Singapuru, Rosji i Nigerii. Są również przypadki innych narodowości, zazwyczaj jednak pojedyncze. Dlatego pozwalam sobie stwierdzić, że ta szkoła najdalej poszerza horyzonty, szczególnie na wschód.

„W tej szkole możesz być tak zajęty, jak tylko chcesz” to słowa mojego gospodarza. Prawdziwe. Wystarczy wybrać trzy pełne przedmioty i można nic nie robić. A można wybrać jak ja siedem i mnóstwo zajęć dodatkowych. A z tych jest tu na przykład tradycyjne sporty szkoły -piłka nożna, netball i badminton; coś ciekawszego, jak łucznictwo; klub debat, dyskusji fizycznych, sportów rowerowych, dziennikarstwa medycznego, różne formy muzyki, fotografia czy klub hodowców pszczół. Od Ciebie tylko zależy, co wybierzesz.

Nauka, pszczoły, owce i Azjaci, w Concord College znajdziesz wszystko!”

 

Langley School – Kamil Szumilas 2013

” (…) Muszę stwierdzić, że nauczyciele są bardzo mili i wyrozumiali. O dziwo bardzo dobrze układa mi się z Anglikami z mojego roku z czego jestem bardzo zadowolony. Zgłosiłem się do bycia Voluntary Prefect i od zeszłego czwartku noszę odznakę VP. Mam nadzieję, że awansuję w późniejszym czasie w samorządzie. Ludzie w boardingu są bardzo mili chociaż czasami ciężko się porozumieć z Chińczykami. Bardzo dobrze [dogaduję się] z nauczycielem francuskiego( mimo że nie uczę się tego języka), który jest również organistą i w zeszłą niedzielę zabrał mnie do XII wiecznej katedry w Wymondham ( pozwolił mi nawet obejrzeć XVIII wieczne organy od środka). Gram również w stage band’zie a od przyszłego tygodnia może ruszymy z zespołem saksofonowym. Poziom jest bardzo zadowalający, z matematyki troszeczkę za łatwo ale nie narzekam. Muszę się pochwalić, że Pan od muzyki dał mi pozwolenie na granie na jego saksofonie barytonowym ( mój jest altowy), kiedykolwiek tylko zechcę więc jestem z tego bardzo zadowolony . Co więcej zostałem wybrany do brania udziału w MUNie- Model United Nations. Z komunikacją nie mam problemów, czasami zdarzy mi sie “poślizgnąć” albo wrzucić jakieś polskie słowo w środek zdania typu “ale” czy “no” co sprawia radość Anglikom. Jestem bardzo zadowolony i myślę, że tak zostanie.(…)”

back